Najważniejszy egzamin

Jestem już po zakończeniu szkoły, po maturze. I czuję się w związku z tym jakaś pusta. Nie mam już celu, nie muszę się uczyć, nie mam właściwie co robić. W ciągu ostatnich dni na zmianę gram w Simsy, oglądam seriale i czytam. Myślę o przyszłości i się jej obawiam, bo zmierzam ku niej w zastraszającym tempie... Ale wrócę dzisiaj do tego najważniejszego egzaminu, który ponoć mam już za sobą... 

Matura, egzamin dojrzałości, najważniejszy egzamin w życiu... Różnie się to nazywa. Wielu twierdzi, że to bzdura, że bez sensu. Ja widzę sens w istnieniu tego egzaminu - UK i USA mają coś bardzo podobnego. Tylko nam, Polakom, gdzieś zginął cel matury. Bo nie jest to wcale najważniejszy egzamin w naszym życiu, nie jest to wcale nic decydującego o tym, kim będziemy, a przede wszystkim, jakimi będziemy ludźmi. Dla wielu to tylko papierek, dla innych przepustka do przyszłości. 

Jaka była tegoroczna matura? Trudna. Podstawa z polskiego rozwaliła mnie na łopatki, osobę która nigdy z polskim nie miała problemu. Geografia - to samo. W poniedziałek poczułam się jak na olimpiadzie... Natomiast angielski zarówno podstawowy, jak i rozszerzony był dla mnie prosty, oczywiście rozszerzenie wymagało więcej trudu, ale w końcu to rozszerzenie. Pewnie słyszeliście o tych śmiesznych tekstach, widzieliście te memy. Haha, bardzo śmieszne... Dużo młodych ludzi kieruje do CKE słowa "właśnie dlatego to nie jest już egzamin dojrzałości". A ja patrzę na tych, których bawią strusie w czytance, pies na trampolinie i babcia z selfie stickiem i właśnie z myślą o nich wypowiadam te same słowa. 
Jeżeli matura jeszcze przed wami - nie bójcie się. Jeżeli będziecie sumiennie pracować przez cały rok, w maju zbierzecie owoce swej pracy. Nie jestem w stanie powiedzieć, jakie będą przyszłoroczne arkusze i czy wasza praca się opłaci wysokim wynikiem. Ale na pewno nie będziecie się stresować, przygotowani na każdy scenariusz. Warto też mieć "plan B" w razie gdyby matura wam nie poszła. I mówię to z własnego doświadczenia i obserwacji moich rówieśników. 

I jeszcze jedna mała uwaga: w cokolwiek wierzycie - Bóg, los, karma, na maturze działają, o czym przekonałam się sama na ustnej z polskiego. Ja i moja koleżanka pracowałyśmy na polskim przez całe 3 lata, uważałyśmy i pilnie notowałyśmy każde słowo naszej polonistki. Dostałyśmy cudowne tematy, na które można by mówić całymi godzinami i wysoki wynik (u mnie 100%). Natomiast nasi znajomi z klasy, którzy obijali się cały czas i siedzieli na telefonie, wylosowali okropne tematy i nawet doszło do płaczu... Cóż, karma wraca.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Czasem warto patrzeć w drugą stronę...

New beginning